Prowadzę agencję w Tomaszowie Mazowieckim. Robię strony, SEO, kampanie. I regularnie oglądam sklepy internetowe klientów, którzy mówią: "nie sprzedaje". Wchodzę na stronę. I widzę dlaczego.
Nie chodzi o magię. Nie chodzi o jakiś sekretny hack z TikToka. Chodzi o podstawy, które 90% sklepów ma źle.
Strona produktowa, która nie sprzedaje
Mam klienta. Sklep z meblami ogrodowymi. Ładne produkty, dobra cena. Konwersja? 0.4%. Wchodzę na kartę produktu. Jedno zdjęcie. Opis skopiowany z hurtowni. Zero opinii. Przycisk "Dodaj do koszyka" schowany gdzieś na dole.
Zrobiliśmy trzy rzeczy:
- Profesjonalne zdjęcia — 5-6 na produkt, z bliska, z daleka, w aranżacji
- Opis napisany pod klienta, nie pod Google. Korzyści, nie parametry techniczne
- Opinie z imionami i miastami — ludzie ufają ludziom, nie gwiazdkom
Po miesiącu konwersja skoczyła do 1.8%. Na ich obrotach to było dodatkowe 12 tysięcy miesięcznie. Za jednorazowy koszt optymalizacji.
Checkout, który odstrasza
Kolejna historia. Sklep z kosmetykami naturalnymi. Ruch z Instagrama — ładny, targetowany, drogi. Ludzie dodają do koszyka. I znikają.
Sprawdzam checkout. Pięć kroków. Rejestracja obowiązkowa. Formularz jak wniosek o kredyt hipoteczny. PESEL brakowało.
Skróciliśmy do dwóch kroków. Dodaliśmy zakup bez rejestracji. Wrzuciliśmy BLIK i Apple Pay. Efekt? Porzucone koszyki spadły z 78% do 51%. To jest różnica między "nie opłaca się" a "opłaca się".
Zasada jest prosta: każdy dodatkowy krok w checkoucie to jakieś 8-12% mniej finalizacji. Policz sobie to na swoich obrotach.
Zaufanie — rzecz, o której nikt nie mówi
Wiesz, co jest śmieszne? Sklepy wydają tysiące na reklamy, a potem nie mają na stronie:
- Numeru telefonu
- Adresu firmy
- Regulaminu napisanego po ludzku
- Informacji o zwrotach widocznej BEZ szukania
Robiłem test u jednego klienta. Dodaliśmy pasek z "Darmowa dostawa od 150 zł | 30 dni na zwrot | Ponad 2000 zadowolonych klientów" na górze strony. Konwersja wzrosła o 0.3 punktu procentowego. Z niczego. Z jednej linijki tekstu.
Bo ludzie nie ufają sklepom, które wyglądają jak wystawione wczoraj. I mają rację.
Remarketing — drugie podejście
Statystyka, którą lubię powtarzać: 97% odwiedzających Twój sklep nie kupi za pierwszym razem. Dziewięćdziesiąt siedem procent.
Więc albo odpuszczasz te 97%, albo wracasz do nich. Remarketing na Facebooku i Google to nie jest opcja — to konieczność. Ale robimy to mądrze. I żeby to dobrze działało, potrzebujesz porządnego CRM-a, który pokaże Ci, kto wraca i kiedy.
Nie pokazujesz ludziom tego samego baneru 47 razy. Pokazujesz im konkretny produkt, który oglądali. Z opinią klienta. Albo z kodem rabatowym, który wygasa za 48 godzin.
U jednego klienta remarketing dynamiczny odpowiada za 23% całej sprzedaży. Przy koszcie kampanii 1200 zł miesięcznie generuje przychód 18 tysięcy. To chyba nie wymaga komentarza. Ale żeby kampanie działały tak dobrze, musisz unikać typowych błędów w Google Ads, które widzę u początkujących.
Dane, nie przeczucia
Ostatnia rzecz. Najważniejsza. Przestań zgadywać.
Podłącz Analytics. Podepnij Hotjar albo Microsoft Clarity. Patrz gdzie ludzie klikają, gdzie się zatrzymują, gdzie uciekają. Rób A/B testy na przyciskach, na nagłówkach, na zdjęciach. Jeśli nie wiesz od czego zacząć z analityką, napisałem o tym osobny artykuł o analityce internetowej dla początkujących.
Miałem klienta, który był przekonany, że problem to cena. "Za drogo mamy". Odpaliliśmy nagrania sesji. Ludzie nie docierali do ceny. Grzęźli na stronie głównej, bo nawigacja była tak pokręcona, że nie mogli znaleźć produktu.
Naprawiliśmy nawigację. Sprzedaż wzrosła o 40%. Cena się nie zmieniła.
Nie pytaj klientów czemu nie kupują. Patrz co robią na stronie. Kamera nie kłamie.
Sprzedaż online to nie loteria. To system. Każdy element albo pomaga, albo przeszkadza. Twoje zadanie to znaleźć te przeszkody i je usunąć. Jedno po drugim. Bez rewolucji, bez fajerwerków. Po prostu solidna robota.