Mam listę mailową. Nie wielką - nieco ponad 2000 osób. Ale mój open rate to stabilnie 38-42%. Przy średniej branżowej 21%.
Nie mam tajemnej formuły. Nie mam magicznego narzędzia. Mam kilka zasad, których się trzymam od 3 lat. I działają w realiach polskiego rynku, nie amerykańskiego, gdzie każdy guru sprzedaje kurs o e-mail marketingu za $997.
Zacznij od obietnicy, nie od formularza
Największy błąd? "Zapisz się na nasz newsletter". To jest jak powiedzenie "daj mi swój numer telefonu, będę do Ciebie dzwonić".
Ludzie nie chcą "newslettera". Chcą rozwiązania problemu. Wartości. Konkretnej korzyści.
Mój formularz zapisu nie mówi "newsletter". Mówi: "Co tydzień dostajesz jedną rzecz, którą możesz wdrożyć w swoim marketingu. Bez lania wody."
Dobre obietnice z list, które prowadzę dla klientów:
- "Każdy piątek - 3 pomysły na posty, gotowe do wrzucenia" (salon beauty, 35% open rate)
- "Raz w tygodniu - konkretna porada SEO, którą wdrożysz w 15 minut" (agencja, 41% open rate)
- "Nowości w gastronomii + 1 przepis na danie dnia" (hurtownia spożywcza, 44% open rate)
Widzisz wzorzec? Konkret + częstotliwość + korzyść. Żadnego "bądź na bieżąco z naszymi newsami".
Temat maila - masz 3 sekundy
Twój mail walczy o uwagę z 50 innymi w skrzynce. Temat to jedyne, co decyduje, czy ktoś kliknie czy przewinie dalej.
Moje zasady na temat:
- Krótki. 5-8 słów. Dłuższe się ucinają na telefonie
- Konkretny. "3 błędy w Twoich reklamach" > "Porady marketingowe"
- Personalny. Pisz jak do znajomego, nie jak do bazy danych
- Bez clickbaitu. Treść musi dostarczyć to, co obiecuje temat
Tematy, które u mnie mają najwyższy open rate:
- "Straciłem klienta. Oto dlaczego." - 52% open rate
- "Ten post kosztował mnie 12 zł i przyniósł 4 leady" - 48% open rate
- "Nie rób tego na Instagramie (serio)" - 45% open rate
A co NIE działa? "Newsletter #47", "Podsumowanie tygodnia", "Nowości w ofercie". Nudne. Przewidywalne. Skip.
Pisz jak człowiek, nie jak firma
Newsletter to nie komunikat prasowy. To list. Od jednej osoby do drugiej.
Piszę swój newsletter tak, jakbym pisał do kumpla, który prowadzi firmę. Mówię "ja". Opowiadam historie z tygodnia. Przyznaję się do błędów. Żartuję.
Kilka zasad:
- Pisz od "ja", nie od "my" czy "firma". Ludzie czytają ludzi, nie marki
- Jeden temat na mail. Nie trzy. Nie pięć. Jeden
- Krótkie akapity. 2-3 zdania. Ściana tekstu to gwarancja, że nikt nie doczyta
- Jeden CTA. Nie dawaj 5 linków. Daj jeden i powiedz, co czytelnik ma z nim zrobić
Mój newsletter ma średnio 400-500 słów. Czytanie zajmuje 2-3 minuty. I to jest celowe. Bo wiem, że moi czytelnicy to właściciele firm, którzy mają 47 rzeczy do ogarnięcia i czytają maile między spotkaniami.
Szanuję ich czas. I oni to doceniają - bo nie wypisują się.
Częstotliwość i regularność
Raz w tygodniu. Zawsze tego samego dnia. U mnie to wtorek, godzina 8:00.
Dlaczego wtorek? Bo poniedziałek to chaos. Środa to środek tygodnia. Piątek to "już weekend". Wtorek rano ludzie ogarnęli poniedziałkowe pożary i mają chwilę na przeczytanie czegoś wartościowego.
Ale szczerze? Dzień nie ma takiego znaczenia jak regularność. Wysyłaj w piątek, jeśli chcesz. Ale wysyłaj ZAWSZE w piątek.
Raz odpuściłem 3 tygodnie z rzędu. Open rate spadł z 40% do 31%. Odbudowa zajęła 2 miesiące.
Bo ludzie się przyzwyczajają. Wtorek rano - mail od Kamińskiego. Jak go nie ma - wypadasz z rytmu. A potem z pamięci.
Co jeśli nie masz o czym pisać? Zawsze masz. W tym tygodniu rozmawiałeś z klientem? Widziałeś reklamę, która Cię zirytowała? Popełniłeś błąd? To jest materiał na newsletter.
Budowanie listy - bez spamu i desperacji
Moja lista rośnie o 80-120 osób miesięcznie. Bez płatnych reklam na zapis. Skąd się biorą?
- Lead magnet na blogu - ebook, checklist, szablon (60% zapisów). Jak zbudować tę bazę treści opisałem w artykule o strategii content marketingu
- Formularz w stopce strony - prosty, z obietnicą (15% zapisów)
- Social media - fragment newslettera + "reszta w mailu" (20% zapisów)
- Polecenia - "prześlij znajomemu" w stopce newslettera (5% zapisów)
Czego NIE robię:
- Nie kupuję baz mailingowych. Nigdy. To prosta droga do spamu i zniszczenia domeny
- Nie dodaję ludzi bez ich zgody. Nawet wizytówek ze spotkań networkingowych
- Nie obiecuję rzeczy, których nie dostarczę
Mała, zaangażowana lista bije wielką, martwą. 2000 osób z 40% open rate to 800 ludzi, którzy czytają Twoje maile co tydzień. 10 000 osób z 8% open rate to tyle samo - ale z 5x większym kosztem narzędzia i 5x gorszą dostarczalnością.
Nie potrzebujesz większej listy. Potrzebujesz lepszej relacji z ludźmi, którzy już na niej są.
Narzędzia i koszty
Na koniec - praktycznie. Czego używam i ile to kosztuje.
Do 1000 subskrybentów masz sporo darmowych opcji. MailerLite - darmowy do 1000 kontaktów, ma po polsku panel i przyzwoitą automatyzację. Używam go dla mniejszych klientów.
Powyżej 1000 - MailerLite Growing Business za 39 zł/msc albo ConvertKit za $29/msc. Oba robią robotę.
Nie potrzebujesz Mailchimpa za $100+. Nie potrzebujesz HubSpota. Nie na tym etapie.
Całkowity koszt prowadzenia mojego newslettera: 39 zł/msc za narzędzie + 2 godziny tygodniowo na pisanie. Generuje średnio 3-5 zapytań ofertowych miesięcznie. Każde warte 2000-5000 zł.
Trudno o lepszy ROI w marketingu. Ale trzeba pisać. Regularnie. Nawet kiedy czujesz, że nikt nie czyta. Bo czytają. I pewnego dnia napiszą "czytam Pana newsletter od pół roku i chciałbym porozmawiać o współpracy".
Wiem. Bo dostaję takie maile co miesiąc.